You shall not pass.

Jak to dobrze, jak dobrze,
Jak szalenie wygodnie,
Jest mieć psa, co odpocząć też umie.

Ani strzały, ni krzyki,
Głośne dźwięki muzyki,
spać potrafi we wszelakim szumie.

Choć na co dzień szalony,
Gna wciąż jak oparzony,
Ze sto komend bezbłędnie rozumie,

Gdy czas przyjdzie spokoju,
Koniec trudu i znoju,
Padnie, gdzie stał – ja nie wyjdę też, w sumie.

Reklamy

Wybory.

Życiowe takie, nie te polityczne, nieżyciowe. Życiowe, od których coś zależy, często dużo. Kiedy ze zwierzęcia robi się pies, z psa konkretna grupa, z grupy border, z bordera konkretny typ, z konkretnego typu konkretny miot, a z konkretnego miotu… Chyba łatwiej, kiedy psa wybiera ci hodowca. Trudniej, kiedy zalewa cię stado puchatych kulek i praktycznie każda z nich może wrócić z tobą do domu. Wtedy właśnie objawia się Wybór i kopie cię w dupę tak mocno, że musisz się jakoś ustosunkować. Tyle że trudno jest, no.

Wybór jest bezlitosny i nie odpuści nikomu, niezależnie od płci czy pozornej odporności na słodycz w wielkim natężeniu, czego dowód zamieszczam niżej. A to naprawdę jest twardziel!

Na kolanach już suczka, przyodziana w szelki po które wybraliśmy się do sklepu nieopodal, obok leży podpisana umowa, a my jakby myślami gdzieś indziej; Jak to dobrze, że papier można podrzeć, szczeniaka rozebrać. Beira została w hodowli – niedługo, jak się potem dowiedziałam – a my wzbogaciliśmy nasz duet o drugą parę jajec. Bajecznie!

Tak suczka wygląda dziś. Brata się nie wyprze :)

I dla porównania Bongo w podobnym wieku:

Kilka dni później, przeglądając zdjęcia, okazało się, że pierwszym szczeniakiem solo, jakiego sfotografowaliśmy, był właśnie Bongo.