Notatka na marginesie

Dzień dobry! My tak o, skromnie, w ramach blogowej gimnastyki słowem, a trochę i dlatego, że do niedawna mieliśmy kategoryczny zakaz szalonych harców na świeżym powietrzu – Bongo, mój zaniedbany owoc pseudohodowli cudem wyrwany ze szponów śmierci ;) zaniemógł na kaszel kennelowy. Zaniemógł to wprawdzie przesada, bo on zupełnie nic sobie nie robił ze swoich potwornych pokasływań i kichań, ale definitywnie coś mu w płucach osiadło i siało spustoszenie. Z początku pani weterynarz zaaplikowała mu strzykawę w tyłek i poleciła karmić syropem, ale po paru dniach kaszel nie przechodził, a wręcz się nasilał. Przez tydzień więc młody był na dodupnych antybiotykach, a potem dostaliśmy tabletki aplikowane już doustnie w domowych pieleszach. Bo mój pies miał stresa, potwornego. Tak jak do tej pory do weterynarza ciągnął jak szalony, tak teraz ciągnie tak samo mocno, tyle, że w drugą stronę. Obcięcie jajek nie ruszyło go tak, jak cienka igła w dupie – i weź tu zrozum psa! Toteż wiedliśmy ostatnimi czasy żywot dość nudny, bo i pies miał bana na szaleństwa i pani dość sporo pracy, która na złość nie chce sama się za siebie wziąć! Bez sensu.

Ale! Robiliśmy też coś fajnego niedawno! Wybraliśmy się na seminarium obedience z Agnieszką Boczulą i wrażenia, eufemistycznie mówiąc, niesamowite :) Agnieszka ma legendarny dar, dzięki któremu Twój pies w jej rękach robi wszystko dokładnie Tak, Jak Powinno Być – momentalnie, na tip-top, robi wszystko to, do czego Tobie nie udało się go przekonać żadnym ze znanych sposobów. Jest to tak samo budujące (bo on jednak umie!) jak i denerwujące (bo ja, czas się przyznać, nie…) – więc w rękach Agnieszki Bonczek maszerował przyklejony do nogi jakby ona sama była wielką parówką, siadał gdy tylko się zatrzymała, pacał na trawę niewiarygodnie szybko i tak samo szybko znów ruszał… A potem wywołał salwę śmiechu wśród obserwujących współuczestników, kiedy za żadne skarby nie chciał wrócić do ćwiczeń ze mną, tylko całym sobą krzyczał ‘Agnieszko, zaadoptuj mnie, zaadoptuj mnie tu i teraz, a ja zrobię dla Ciebie wszystko’.

Sama Agnieszka, jeśli wierzyć Internetowi, jest postacią dość kontrowersyjną – w oświeconym świecie pozytywnych właścicieli psów negowana jest uparcie ewentualność (ba, myśl o niej nawet!) stosowania kar, przymusu czy jakichkolwiek innych środków służących do wybicia psy z głowy jego durnych pomysłów. Trudno się temu dziwić – obracając się w świecie miłych, przepraszających całym sobą borderków, których jedynymi problemami są niechętnie oddawane piłki, kroczek za dużo przy zmianie pozycji ze stania do siadu, ciążąca przy skoku do frisbee dupka czy inne podobnego kalibru grzeszki (dla właścicieli najupierdliwsze na świecie i o randze światowej oczywiście) – ciężko uwierzyć, że istnieją problemy o wiele, wiele większe i wymagające powzięcia konkretnych działań w celu ich wyeliminowania. Kliker nie jest lekarstwem na całe zło – a Agnieszka rozgranicza wyraźnie sytuacje, w których pracujemy z psem, bawimy się z nim, budujemy więź i zaufanie (i wtedy robienie z siebie zidiociałej piszczącej chodzącej parówki jest absolutnie koniecznie), a kiedy musimy rozwiązać problem, który bez konkretnej interwencji może skończyć się dramatycznie dla nas, dla naszego psa, czy dla bogu ducha winnego przechodnia. Z parówki zmieniamy się w kij, w twardy, stanowczy, ale rozsądny i zdeterminowany kij, bo to my mamy tę wiedzę i na nas leży konieczność uświadomienia psu, że pewne jego zachowania są niedopuszczalne. I koniec, kropka. Wiele psów z rozkoszą wymalowaną na pysku zjadłoby każdego mniejszego psa, wiele zjadłoby każdego większego, każdego innego samca, każdą sukę, wiele poodgryzałoby paluszki dzieciom, wyskoczyło na solo z pędzącym samochodem, przytargało za nogawkę rowerzystę, który ośmielił się wybrać sobie na przejażdżkę ten sam park… Najchętniej rozszarpałabym takiego czworonoga własnymi rękoma.

Mogę się tylko cieszyć, że nie mam takich problemów z moim psem – a tym samym nie mam absolutnie żadnych praw do krytykowania właścicieli szukających pomocy (bo oni już próbowali parówek, wszystkich, tych luksusowych też), jak i postępowania kogoś, kto jest ode mnie o lata świetlne mądrzejszy i kto w tym celu nie boi się sięgnąć po drastyczne metody, by rozwiązać drastyczne sytuacje. Śmieszą mnie dramatyczne posty młodych, przeambitnych właścicielek miłych psiaków, żyjących w świecie tęczy i jednorożców, które zza okopów puchowych poduszek ciskają granaty żółci i jadu w stronę kogoś, kogo w życiu nie widziały na oczy (żeby nie być gołosłownym – http://www.szkoleniepsow.fora.pl/problemy-wychowawcze,26/obroza-elektroniczna,7621-30.html) Chyba kiedyś też tak miałam – tylko że mi przeszło. Przeszło już dawno temu, a przeszło do końca, kiedy na seminarium siedemdziesięciokilowy samiec doga niemieckiego zaczął odwalać swój popisowy numer, na który właściciele skarżyli się już od dawna – ‘stanę tu i stał będę, a wy mnie obchodźcie, możecie pod, możecie nad, a najlepiej zamontujcie tyrolkę u sufitu, bo ja tu stoję i stać tu będę’ – a Agnieszka w niego wlazła i jej obute palce spoczęły na jego nieobutych palcach przednich łap. Pies zdziwił się swoim molosowym zdziwieniem i stwierdził, że w takim wypadku niewygodnie jest mu stać i być deptanym, i on w sumie woli pójść sobie gdzieś, gdzie nie depczą. NIE został manualnie przesunięty – bo wtedy nic by z tego nie wyniósł, a w dożym mózgu nie narodziłaby się nowa synapsa. On sam podjął decyzję o przerwaniu fizycznego dyskomfortu – został ukarany w zrozumiały dla siebie sposób i kolejnym razem o wiele bardziej ochoczo zmieniał swoje położenie zgodnie z wolą właścicieli. Z tymi samymi właścicielami bawił się minutę później w szaleńczą pogoń za uciekającą zabawką, od tej samej Agnieszki wyżerał wielkie kawały parówy razem z ręką, ćwicząc ‘siad’ i inne pozycje z psiego elementarza. W stosunku do Bongo nie były zastosowane żadne formy fizycznego przymusu, podczas ani jednej z naszych trzech sesji, a on sam, gdyby tylko odrosły mu jajca, w jednej chwili by się jej oświadczył.

Łatwo i przyjemnie jest zgrywać eksperta przez Internet, wieszając psy na osobie, która jednak wstała od tego komputera, wstała już dobrych parę lat temu i zabrała się za naprawianie tego, co my wszyscy tak soczyście spierdzieliliśmy – a niekiedy po prostu przyszło nam się borykać z fabrycznie spierdzielonymi psami – ale tak czy siak mamy problem. Często niemożliwy do zrozumienia, dopóki samemu się go nie doświadczy. To się chyba nazywa pokora – i to pokory życzę wszystkim właścicielom psów, a samym psom choć mglistego zainteresowania się tą parówką, zanim świat wymoże na właścicielu wyciągnięcie kija.

O kiju i parówce.

Reklamy

3 comments

  1. Rany, ależ mądry post! :D
    Sama miałam przyjemność poznawać coraz więcej niesamowitości Pani Boczuli i na prawdę jej umiejętności są niebywałe. Każdy pies stawał się potulny, każdy idealnie posłuszny. Nie wiem czy to trzeba wypracować, czy urodzić się taką osobą. Jestem pełna szacunku i podziwu.
    A co do problemów innych – czasami lepiej coś zauważyć szybko i nie wstydzić się, a od razu szukać pomocy. Ale tej dobrej, bo z własnego doświadczenia wiem, że zła pomoc może wyrządzić tragiczne szkody…
    Oby jak najmniej było psów zepsutych już na starcie, oby jak najmniej było właścicieli niszczących ich w późniejszym życiu.

  2. widze ze coraz wiecej osob zaczyna „myslec” a nie slepo wierzyc „pozytywnym dyrdymala” :)Dzieki za madrze napisana notke!:)POLECE ja na pewno dalej,co by par osob przejrzalo na oczy:)

  3. Wow, bardzo fajna notka. Ja początkowo byłam tylko „pozytywna”, ale na mojego psa same pochwały nie działają i często anulują korektę. Też swojego musiałam się dowiedzieć, dokopać w necie, rozmawiać z behawiorystkami. Będę czytać, pozdrawiam :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s