Zdjęciowo-wspominkowo.

W ramach wspominania letnich spacerów, psich i bezpsich!

Po kliknięciu na zdjęcie otworzy się w większym rozmiarze – miniaturki są przycięte :)

Reklamy

‘O, Bonkers. Przywitaj się.’

Zanim mi się pies kompletnie w cyberprzestrzeni zgubi, bądź, co gorsza, w ogóle w niej nie zaistnieje, zakotwiczę go tutaj. Ładnie tu i wygodnie, a za parę lat miło będzie przejrzeć powstałe zapiski i wrzucone zdjęcia. Pies rośnie mi w oczach :) I nie tylko mi – taki był w tydzień po urodzeniu :

…a potem hodowczyni zaczęła się w niego wpatrywać i było już tylko gorzej ;)

Przywieźliśmy go do Warszawy w wieku siedmiu tygodni. Jeszcze niewysoki, łapy proporcjonalne, łeb przyjemnie mały i krótki, nawet miał trochę futra o dziwo! Taka rozkoszna owieczko-przytulanka, przynajmniej wizualnie. No a później było już tylko gorzej.

No bo było tak :

…a później już tylko paskudniał i paskudniał. Psuła mu się paszcza :

Gubił nogi :

Wyhodował łeb wielkości garnka, ale zapomniał o całej reszcie już nie pamiętał:

No i te uszy &$#*!@!?><#$^@*&@$!&%*…

Dziś jest wigilia jego trzymiesięcznego pobytu na świecie i chyba tylko oczy przypominają mi psa, którego miesiąc temu przemycaliśmy heroicznie przez granicę. Oczy nie zmieniły się nic a nic.

Oby zapału mi nie zabrakło, bo pisać z pewnością będzie o czym. Już jest i z dnia na dzień robi się tego więcej. Gdzieś mi uciekły spokój i stabilność, chyba przestraszyły się psa…