Zdjęciowo-wspominkowo.

W ramach wspominania letnich spacerów, psich i bezpsich!

Po kliknięciu na zdjęcie otworzy się w większym rozmiarze – miniaturki są przycięte :)

Reklamy

Świadomość tylnych łap – pierwsze podrygi.

Jako że lato w pełni, a pies na dworze pęka jak przekłuty balonik i smętnie zwiesza jęzor, robiąc bokami, postanowiłam zająć chłopaka w domowych pieleszach pracując nad tym, nad czym pracować chyba nigdy nie można za dużo – świadomością tylnych łap.

Wciąż mam nadzieję (może złudną) że prawidłowej technice skoku można pomóc. Dla właściciela słupkującego psa ta nadzieja to niekiedy jedyne, co pozostaje – zwłaszcza kiedy gnający za piłką blokowy kundel skacze wyżej i lepiej od naszego wyciumkanego, wyczekanego i potrafiącego targetować tylną lewą łapą border collie. Taki właśnie przypadek zainspirował mnie dziś do popełnienia tego wpisu i powzięcia planów na rozruszanie książęcego tyłka – bo przecież Bongo te łapy ma i macha nimi nieźle, kiedy przychodzi panią z łóżka skopać czy podrapać się zajadle za uchem, w Tym Dokładnie Miejscu.

Po prześledzeniu kilku forumowych tematów i youtubowych filmów, po puszczeniu mimo uszu, że jak pies nie skacze, to skakać nie będzie, że overy to i może wychodzić zaczną, ale w longu spodziewaj się pięknej surykatki choćbyś mu to hula-hop do grzbietu przytroczyła i innych eufemizmów na frazę ‚z gówna bata nie ulepisz’ ;), postanowiliśmy zawziąć się i spróbować.

Bitwę z grawitacją rozpoczynamy na kilku frontach, ucząc:

  • Targetowania książki tylnymi łapami (postęp – przy naprowadzaniu jest, ale pies nadal nie wie, że to o tylne łapy mi chodzi – dodatkowy bonus to wstęp do pojęcia stref)
  • Wchodzenia czterema łapami do miski (postęp – duża miska już za nami, pies często ląduje z jedynie tylnymi łapami w misce, ale wciąż z tym walczymy, na mniejszą miskę przyjdzie czas; nie mam pojęcia, jaki to mogłoby nieść za sobą dodatkowy bonus)
  • Wdrapywania się na niewielki czteronożny stołeczek, którego niewielkość wymaga od psa wygięcia się w kota i pakowania każdej łapy po kolei, wysoko je zadzierając (postęp – włazi twardziel, zwłaszcza, że z pozycji stołeczkowej zrobiliśmy przepustkę do żebrania przy stole; dodatkowy bonus – nic poza równowagą nie przychodzi mi do głowy)
  • Chodzenia do tyłu (postęp – ćwiczyliśmy to już od jakiegoś czasu, więc mam psa poruszającego się nieco prawoskrętnie przy nodze, kiedy się cofam, oraz psa cofającego się samemu, kiedy ja stoję przed nim)
  • Kręcenia się w kółko z przednimi łapami na odwróconej misce (postęp – kiedyś już liźnięte, jako bonus wyrosło nam efektowne dostawianie do nogi; docelowo uzyskanie szaleńczego półgalopu w relacji Ziemia-Słońce)

To wstępniaki, które obrodzić mają w finale manierą zarzucania tylnych nóg w górę, pod które z czasem podłożę komendę i uzyskam psa wspinającego się tyłem na drzewo/kanapę/ścianę/nicość. Szczególnie ta nicość mnie nęci, bo wygląda efektownie wielce  wydaje się być tak rozkosznie nieprzydatna!

Ćwiczenia na zewnątrz, czyli overy i skoki przez hula-hop, zostawiamy sobie na później, kiedy aura bardziej będzie sprzyjać. Młodego w ogóle muszę mocniej rozskakać – odbijając się od ciała leci na odległość maksymalnie minimalną, wybijając się do czegoś wybija w momencie maksymalnie minimalnym by owe coś złapać, wskakując na ręce robi to przednimi łapami, tylnymi oferując jedynie małego hopa… Z latającego psa ma on bardzo niewiele. Inna sprawa, że za jego szczenięcych lat to latanie tłumiliśmy ze względów profilaktycznych – nie uważam jednak, by miało to duży wpływ. On po prostu jest zwierzęciem wodno-lądowym, a ja mogę jedynie starać się przybliżyć mu niebo.

You shall not pass.

Jak to dobrze, jak dobrze,
Jak szalenie wygodnie,
Jest mieć psa, co odpocząć też umie.

Ani strzały, ni krzyki,
Głośne dźwięki muzyki,
spać potrafi we wszelakim szumie.

Choć na co dzień szalony,
Gna wciąż jak oparzony,
Ze sto komend bezbłędnie rozumie,

Gdy czas przyjdzie spokoju,
Koniec trudu i znoju,
Padnie, gdzie stał – ja nie wyjdę też, w sumie.

Wybory.

Życiowe takie, nie te polityczne, nieżyciowe. Życiowe, od których coś zależy, często dużo. Kiedy ze zwierzęcia robi się pies, z psa konkretna grupa, z grupy border, z bordera konkretny typ, z konkretnego typu konkretny miot, a z konkretnego miotu… Chyba łatwiej, kiedy psa wybiera ci hodowca. Trudniej, kiedy zalewa cię stado puchatych kulek i praktycznie każda z nich może wrócić z tobą do domu. Wtedy właśnie objawia się Wybór i kopie cię w dupę tak mocno, że musisz się jakoś ustosunkować. Tyle że trudno jest, no.

Wybór jest bezlitosny i nie odpuści nikomu, niezależnie od płci czy pozornej odporności na słodycz w wielkim natężeniu, czego dowód zamieszczam niżej. A to naprawdę jest twardziel!

Na kolanach już suczka, przyodziana w szelki po które wybraliśmy się do sklepu nieopodal, obok leży podpisana umowa, a my jakby myślami gdzieś indziej; Jak to dobrze, że papier można podrzeć, szczeniaka rozebrać. Beira została w hodowli – niedługo, jak się potem dowiedziałam – a my wzbogaciliśmy nasz duet o drugą parę jajec. Bajecznie!

Tak suczka wygląda dziś. Brata się nie wyprze :)

I dla porównania Bongo w podobnym wieku:

Kilka dni później, przeglądając zdjęcia, okazało się, że pierwszym szczeniakiem solo, jakiego sfotografowaliśmy, był właśnie Bongo.

A wyjdę sobie po angielsku…

Świetnie ujął problematykę ludzko-psiej relacji w dzisiejszych czasach autor bloga, który zawieszony jest o, tutaj. W zasadzie nic odkrywczego i z pewnością to rzeczy oczywiste dla każdego, kto tu zajrzy (a może ja podrzucę adres Bonkersowego właścicielce dwóch popapranych, jazgoczących pseudojamników z parteru, co Wy na to ? ;))), ale chyba warto o nich krzyczeć co jakiś czas. Znów wpis o mało pozytywnym wydźwięku, wiem i wcale nie jest mi z tym dobrze, tym bardziej, że moja z psem współpraca przebiega znakomicie i zakochuję się w nim jeszcze mocniej i mocniej z każdym dniem. Ciekawe, czy on o tym wie :)

There is a silent and dangerous trend that has permeated the dog world for as long as dogs have switched over to companion animals. Hundreds of years ago dogs started the move from work and function to purely companion as their jobs were replaced.

Although I consider it a form of abuse, it most often happens with dogs in the most well meaning homes. Many people do not even realize what they are doing to their dogs. But often they are loving their dogs stupid. This incendiary process is unlike any other, as it does not involve neglect or mistreatment as we know it. In our overly human desire to give them the best in sharing our lives, people indulge the dog in every way…….. but neglect that we owe them a BRAIN. This irritates me to no end.

How do you assume any creature, when brought out of its own private environment, would not need education about the new environment???. Imagine moving to a foreign country and instead of helping you learn what to do in your new environment, all the locals did was hugged, kissed and fed you. They also gave you multiple choice on where the bathroom might be, never directing you, but bringing you to all these places. Then they yelled if you chose the wrong one……. Pretty useless?? Or if you raised a child and held that child in your arms till he/she were 21 years old…..no school, no friends, just there for YOU to love. Educational awareness of what is expected behavior and response, is the hallmark of what we owe the dog. To do anything else is to hold a dog captive for our own pleasure, like the proverbial “bird in a gilded cage”. These are unique beings that deserve to be the best they can be, like anything else on earth.

The dangerous part of the “dumbing of the dogs” is that their safety is compromised by not being trained and taught language. Response to commands is a safety mechanism and a structural mechanism for good behavior in the community. These dogs get hit by cars, bite people for lack of socialization, end up in shelters for not understanding appropriate behavior. Why? All for the benefit of the human who decided the dog was there to fill a void in that persons life or simply was not putting the dogs needs before their own. Thereby denying the dog a life of his own, and in the worse case scenario causing them their lives.

Having a dog is no different than having a child. Teaching manners, setting rules, giving love through learning and preparing them for the world is what we do for our kids. So the oddest thing to me is that most people who “dumb their dogs” truly may love them, treat them like family, but in a negative way. Why not give them the true family experience…… independence, structure and SMARTS. The reason animals have the ability to learn is because it is essential to their survival. And frankly, it is their RIGHT to learn.

We as dog owners owe the dog the chance to learn as much as possible. They didn’t ask to be taken home and used as a surrogate for a missing child, boyfriend, girlfriend, babe magnet, or any other person missing in our lives. This is on their “Bill of Dog Rights”. “I am to be trained and taught” is something we all signed on for. Their lives often depend on it. Not only should they learn….but they should learn as much as they can. Most dogs in shelters and rescues are there for no other reason than simply never being taught how to act appropriately in the community. This is often because in order to “dumb” a dog……it means you are spoiling the poor thing to death.

I fragment, który rozśmieszył mnie do łez :

People who say “Dogs should be dogs”….WHAT THE HELL DOES THAT MEAN????

No właśnie. Co to do cholery ma znaczyć tak naprawdę ?!

Perypetie.

Gdzie jakaś miła, ciepła sytuacja – dla równowagi, choć może to ja zbyt emocjonalnie do życia z psem podchodzę ? Chwil przykrych jest ogromnie wiele i ich powodem nigdy nie jest sam pies – to cała psia otoczka, wcześniej dla człowieka bezpsowego niezauważalna, jest punktem zapalnym następujących wręcz lawinowo dramatów. Nasz Pies raczy się jarzynową zupką podaną gdzieś w krzakach pod blokiem, bo ktoś wcześniej postanowił wspaniałomyślnie podać do stołu tamże. Nasz Pies podbiega do człowieka stojącego po drugiej stronie ulicy, bo człowiek jest rozciumciany, rozcmokany i w dodatku kuca, wymachując rozkosznie szeleszczącą siatką. Nasz Pies w zabawie z kumplem rozdziera mordę jak głupi, bo sterczący całe dnie na balkonie jamnik sąsiadki pokazał mu, jak wspaniała i samonagradzająca jest to czynność, a pokazał dlatego, że w jego nudnym życiu tylko to już mu pozostało. Nasz Pies zaczyna warczeć na innego psa, który ucieka w podskokach z Naszego Psa zabawką w mordzie i ani myśli oddać, jego pani zaś rozpoczyna żałosny pościg za winowajcą, bo nie jest w stanie za żadne skarby zachęcić go do powrotu i wyplucia zdobyczy, by zażegnać konflikt.

Mamy zżeranie śmieci, ucieczkę, ignorowanie, szczekanie, warczenie – pozornie stoi za tym jarzynowa zupa, szeleszcząca siatka, jamnik i Wielki Szybki Złodziejski Kundel.

Tylko że w każdym przykładzie to człowiek jest.

To człowiek tworzy dla psa chore środowisko, utrudniając mu podejmowanie słusznych decyzji (a często słuszność nasza i słuszność psia się pokrywa!), wysyłając sprzeczne sygnały, wrzucając go na głęboką wodę, bądź, przeciwnie, pozwalając wejść tylko do kałuży. Idealnym przykładem może być spotkana przez nas na przystanku autobusowym Pani, która widząc Bonkersa ze smyczą chwilowo za nim się wlokącą, pełna dobrych intencji poradziła mi, bym tę smycz chwyciła, bo niedawno na jej oczach przebiegający luzem przez ulicę młody labrador został przez samochód trzaśnięty tak spektakularnie, że nie było czego zeskrobywać. Rozsądna była to uwaga i już zbierałam się do podziękowań, kiedy ta sama pani raptownie potruchtała kurcgalopkiem ku mojemu psu, kucając i wyciągając ręce, wysokim głosem informując go, że jest taki śliczny, piękny, grzeczny i ona musi go pogłaskać ko-niecz-nie i niech on do niej przyjdzie ! Oj, zagotowało się we mnie nieziemsko, zadziałał chyba efekt kontrastu – jak ktoś może być w jednej chwili tak mądry, a w drugiej wręcz oślepiać głupotą nadjeżdżające samochody… ‚Ale proszę pani, pani mówi jedno, a robi drugie; proszę nie zachęcać mojego psa do podejścia, co jeśli nauczy się tego, a za drugim razem zapragnie go przywołać ktoś stojący po drugiej stronie ulicy?’

Ruchliwa była to jezdnia za jej plecami, ale na kilka wahnięć psiego ogona zrobiło się bardzo, bardzo cicho.

Pływaliśmy :

…bo muszę przypomnieć sobie coś miłego.